Po tych dwóch pełnych wrażeń dniach pozostały nam jeszcze całe cztery do wyjazdu. W Valverde nie było już co robić, już widzieliśmy je dnia drugiego ;) , wyspę w zasadzie zjeździliśmy wszerz i wzdłuż. Z nudów co i rusz patrzyliśmy na mapę, żeby sprawdzić, czy jest może jeszcze coś czego nie widzieliśmy. I tak znaleźliśmy Refugio Los Burros Felices :)

W sumie ciekawa sprawa - schronisko dla osiołków, co więcej - dla osiołków Szczęśliwych ;) No a do tego osiołki są takie słodkie, że nie można tak sobie odpuścić przyjemności popatrzenia na nie.

I pojechaliśmy. Refugio wg mapy miało znajdować się w Guarazoca, tuż obok Mirador de la Pena, tyle że nie było nigdzie określone w którym miejscu dokładnie. Ale skoro oznaczone jako “ciekawostka do zobaczenia” to liczyliśmy na jakiś drogowskaz.

Ale przecież jesteśmy na Hierro - więc oczywiście żadnej wskazówki nie było, żadnej tabliczki, żadnego napisu. Przeszliśmy w lewo, w prawo. Nic. W końcu daliśmy sobie spokój, no bo jakby były gdzieś te osły to by je przecież było widać. Albo słychać ;)

Jednak nie dawało mi to spokoju, a i nuda doskwierała na tyle, że uparłam się, że je znajdę. Wyszukałam nawet info o nich na necie. I kierując się już bardziej zbliżonymi wskazówkami podjęliśmy drugą próbę Osiołkową.

Podjechaliśmy do Miradora i z tamtąd szliśmy w dół drogą rozglądając się tu i tam. No bo przecież Gdzieś być muszą!

No i w końcu! Bingo! Udało się! Znaleźliśmy…

…ogrodzenie.

I tabliczkę: “Przepraszamy, osiołki zostały przewiezione do schroniska w Alicante”.

Buuuuuu! Nie muszę mówić jak bardzo byłam zrozpaczona!



Z zachwycającego Sabinal już tylko kilka kroków dzieli nas od punktu widokowego Mirador de Bascos, gdzie oczywiście jedziemy.

Na całej wyspie jest ich kilkanaście - tych oznaczonych, oraz mnóstwo miejsc, zatoczek, gdzie można przycupnąć i porozkoszować się pięknem otoczenia. W zasadzie nie ma co się długo rozpisywać o poszczególnych, bądź wręcz przeciwnie - można by w nieskończoność opisywać rozciągające się z nich widoki, ale nawet najlepszy tekst nie odda tego co się widzi :) No a i moje umiejętności pisarskie zbyt małe są, żeby ująć to doskonale w ramy liter i wyrazów, toteż nie podejmuję się tego :)

Może po prostu podsumuję to wszystko jednym słowem - jest ZACHWYCAJĄCO!

Ze wszystkich miradorów na jakie dotarliśmy jest kilka, o które warto zahaczyć. Jeden z nich to właśnie Mirador de Bascos. Kolejny to położony przy El Pinar - Mirador de Tanajara, którego sama drewniana konstrukcja przyprawia już o zawrót głowy ;) . Ciekawy jest również Mirador de Las Playas, z widokiem na całą tą zatoczkę i największy tu hotel (czy najlepszy to inna sprawa..). W samym centrum wyspy mamy Mirador del Golfo (lub inaczej la Llania), z którego możemy obejrzeć całe północne wybrzeże i wioski pod nami, m.in. całą La Fronterę. No i na koniec ten najbardziej atrakcyjny - Mirador de la Pena autorstwa artysty z Lanzarote Cesara Manrique. Bardzo ciekawie zaprojektowany, ze zgrabnie wkomponowaną w to restauracyjką. A panorama? Jak zawsze fantastyczna, na całą zatokę El Golfo, na ten najmniejszy hotelik wysunięty w morze, oraz na góry i przecinające je chmury :)

Ale co tu mówić wiele - to po prostu Trzeba zobaczyć na własne oczy :)