Bardzo fajną sprawą na Kanarach są ichniejsze grilowiska - wydzielone przestrzenie gotowe do urządzenia pikniku. Porozstawiane wielkie drewniane stoły, kamienne grile, drewno opałowe. Do tego bieżąca woda i toalety. Wystarczy tylko mieć ze sobą kawałek mięsa i Już :)

Co więcej - jak dla mnie zadziwiające jest to, że wszystko to jest utrzymane w całkowitym porządku. I nie jest to tak, że pojawiają się tam służby sprzątające - sami użytkownicy dbają o to, żeby zostawić to miejsce w takim stanie, w jakim je zastali. Niby nie powinno dziwić, no ale w końcu z Polski jestem i jakoś nie przyzwyczajona do tego, żeby ludzie objawiali tyle kultury osobistej tam gdzie kto inny może zrobić to za nich. Smutne, ale prawdziwe :)

Takich miejsc do grilowania jest tu kilka. Największe to Hoya del Morcillo, w samym środku najwyższych partii wyspy. Nie dotarliśmy tam niestety, bo i nie jechaliśmy grilować, ale z tego co się dopatrzyłam to znajduje się tam również pewnego rodzaju camping, tak że spokojnie można przyjechać tam na długi weekend. O ile wcześniej uzyska się zgodę na nocowanie w odpowiednim urzędzie ;).

Inne ciekawie zapowiadające sie grilowisko to Fuente Cruz de los Reyes, przy samym Malpaso (najwyższy szczyt). Otoczone lasem, w skałach zamontowane kraniki z bieżącą wodą. Bardzo sympatyczne miejsce.

I to o którym już wspominałam wcześniej - przy Piscinas de la Maceta. Przy samym wybrzeżu, w dole kamienne baseniki dla ochłodzenia się przed pyszną przekąską ;)

Naprawdę Gratuluję pomysłowości :) Jak dla mnie Rewelacja :D



Trasę naszą zaczęliśmy od północy, dokładniej od linii wybrzeża. Zatrzymywaliśmy się jak nam coś się w oczy rzuciło :)

Pierwszy przystanek to Punta Grande, w zasadzie pierwsza mieścinka od wyjazdu z długaśnego tunelu. I chyba jedyna, która naprawdę mi się podobała. Ładne kamienne domki, sympatyczna okolica, położona nad samym oceanem, na skalistym wybrzeżu. I do tego na jedynym, wysuniętym w morze cypelku - hotel! Zresztą Najmniejszy Hotel na świecie. Wygląda super i zapewne niesamowicie musi wyglądać pobyt tam podczas sztormu, kiedy fale walą ci w okna ;)

No ale pomimo że nawet ładne, to jakoś nie wyobrażam sobie dłuższego pobytu tam, bo po prostu nie ma tam NIC.

Tak więc wsiedliśmy w samochodzik i pojechaliśmy oglądać dalej. Oczywiście jadąc ominęliśmy połowe skrzyżowań ze skrętem na te wartościowe miejsca, i w ten sposób dotarliśmy prawie do końca wybrzeża, czyli do Pozo de la Salud. W którym też nic nie ma :) To znaczy owszem - jest hotel oraz wodno-siarkowe terapie wodne. Bardzo fajna, relaksująca i lecznicza sprawa. No ale poza tym to nie ma nic :).

Potem dalsza droga w kierunku zachodnim. Plaża Arenas Blancas, którą ominęliśmy oraz Verodal, na którą nie dotarliśmy, bo droga była strasznie kołtuniasta :).

Ale same widoki i krajobrazy były superowe. Wszędzie między tymi mieścinkami totalne pustkowie, zero domka, rzadko kiedy jakaś roślinka, wszędzie lawy, lawy i skały, lawy, skały i głaziki. Lawy - takie jeszcze nie skruszone, nie zwietrzałe. Zastygnięte i skamieniałe jak płynęły. No piękne!

Co jak co, ale po tych wakacjach nieco zwariowałam na punkcie wulkanów i law, i pieję z radości i zachwytu jak tylko zobaczę kawałek kamyczka :D I oczywiście dodatkowo robie 1000 zdjęć każdego okazu ;)

Tu w zasadzie trasa północnego wybrzeża dobiegła końca. Pozbieraliśmy kamuli (znaczy Lawek) i pojechaliśmy na trasę górską :). O czym oczywiście będzie dalej..



Hierro ma bardzo strome, urwiste i dość wysokie brzegi, a i morze w tym miejscu jest raczej niespokojne. Nie ma więc tu takich typowych plaż. Chyba jedyna (przynajmniej tyle znalazłam!) znajduje się na samym południu w miejscowości La Restinga - jest niewielka, o czarnym piasku, położona w maleńkiej zatoczce.

Oprócz niej na wyspie znajduje się wiele naturalnych, kamiennych basenów. Są one oddzielone od pełnego morza skałami lub kamiennymi “murkami”, cały czas wpływa do nich świeża morska woda. Najwięcej takich jest na północnym wybrzeżu tj. w Charco Azul, Piscinas de la Maceta, Pozo de las Calcosas. Na południu wykąpać się można w Tacoron. Bardzo fajnie jest to rozwiązane: baseniki zaopatrzone są w drabinki, nie są głębokie, jedyne co niemiłe to kamieniste dno - ale patrząc po ilości ludzi raczej nie jest to tak bardzo przeszkadzające :)

A przy niektórych dodatkowo ustawione są stanowiska do grilowania! WOW! (Uwielbiam ta kanaryjska manie ustawiania wszędzie stołów i piecyków grilowych!). Tak więc spokojnie można zaplanować sobie cały piknikowy dzień: kąpiel w morzu i grilowane kiełbaski. Mniaaam!

No tak, zapomniałam, jeszcze są plaże na zachodzie samym: Arenas Blancas (ponoć biała) i Verodal (czerwona). Nie dotarłam do nich, bo szczerze mówiąc nie chciało mi się w ten gorąc biegać po skałach, żeby kawałek piasku zobaczyć :D